Języki milczenia

Wbrew pozorom, mamy ostatnio wiele ciekawych propozycji czytelniczych. Dołączyła do grona jeszcze jedna książka – Pewnego dnia zbiorę wszystkie słowa i wejdę do lasu (w przekładzie Karoliny Czerskiej) autorstwa belgijskiej pisarki Veroniki Mabardi. Propozycja wydana nakładem krakowskiej oficyny Lokator, to – bez wątpienia – książka bogata w treści, choć ma ledwie sto trzydzieści stron. Mabardi tworzy w niej świat iście poetycki; porusza się w nim z łatwością i pewnością siebie, może z tego powodu i ja zostałam porwana przez tę literacką rzeczywistość. Zostają przed nami odkryte tematy bliskie pisarce: słowa, które nas budują, dzieciństwo i natura. Światy u Mabardi cudownie się przecinają, tworząc coś na kształt literackiej medytacji praktykowanej bez sentymentalizmu i patosu. Przez niemal całą książkę dryfujemy wraz z bohaterami w bliżej nieokreślonym kierunku, bo Mabardi do ostatniego zdania dba o ekonomie środków z nadzieją, że właśnie to, co niewypowiedziane, uda nam się w końcu usłyszeć.

***

Autorka Pewnego dnia zbiorę wszystkie słowa… przedstawia nam historię dziewczynki Blanche, która po śmierci matki przestaje mówić. Ojciec dziecka decyduje się oddać córkę na pewien czas pod opiekę Annie, kobiety mieszkającej na skraju lasu. Symptomatyczne są motywy ojca, który nie jest w stanie przeżywać milczenia dziewczynki, domaga się wręcz jej na powrót mówiącej, dlatego Blanche będzie mogła wrócić do domu, kiedy przerwie milczenie. Jednocześnie, we wszystkich narasta lęk związany z tym, o czym nie chce mówić Blanche, a czym dłużej trwa ta niewygodna sytuacja, tym silniejsze w dorosłych rodzi się pragnienie, aby dziewczynka zamilkła na zawsze. Śmierć matki zostaje więc zagłuszona przez zbiorowe wezwanie do zwyczajności; do niezajmowania się bolesnym doświadczeniem, do nieprzeżywania bólu. Znakiem rozpoznawczym opowieści snutej przez Mabardi jest (przede wszystkim) precyzyjne zderzenie ciszy ze słowami. Wielu rzeczy trzeba się w książce Pewnego dnia zbiorę wszystkie słowa… domyślać, ale minimalistycznie nakreślona fabuła wręcz skłania do pracy z wyobraźnią. Niekiedy dopiero w ciszy mogą dojść do nas uczucia głęboko skrywane.

***

Blanche nie odnajduje słów, żeby opowiedzieć o przeżytej traumie, jest jednak wnikliwą obserwatorką czyjegoś mówienia, rejestruje słowa i wyczuwa ich nieadekwatność do faktycznych emocji dorosłych:

„Ona słyszy ludzi, nawet wtedy, gdy nic nie mówią. Wie, czego chcą, słyszy to, co jest poza słowami, ich niecierpliwość, potrzebę bycia słuchanym, potrzebę istnienia, smutki ukryte pod starannie opakowanymi słowami. Nie mówią po to, żeby coś powiedzieć, mówią, bo chcą czegoś albo chcą czegoś uniknąć. Tylko czasami… Nie może skupić się jednocześnie na słowach i na tym, czego po cichu chcą. Nie może znieść ich słów. Słów Annie, gospodarza, pani z piekarni, listonosza, który zakłopotany patrzy gdzieś nad jej głowę, dzień dobry panienko, jak się masz? Mam dla ciebie pocztę. I krzyki stolarza, gdy przychodzi, by zapukać do drzwi, a Annie mówi, nie dzisiaj kochanie, jeszcze za wcześnie. Uprzejme słowa przykrywające jej złość”.

Trzeba wyjątkowego stanu skupienia i uważności w czytaniu ludzkich przeżyć – Blanche posiadła ów dar. Niestety słowa jawią się też dziewczynce jako coś banalnego, ich lekkość jest nie do zniesienia. Z jednej strony, cokolwiek zostaje wypowiedziane wydaje się błahe i nieistotne, brakuje słów, które uniosą ciężar. Z drugiej strony dziewczynka czuję, że dorośli, tylko z pozoru są gotowi słuchać; nieustannie zagadują ciszę, nie mają cierpliwości, aby w niej trwać, nie są w stanie być blisko, w taki sposób w jaki ona tego potrzebuje. Jedynie Ian (partner Annie) zdobywa się na autentyczność i czułość, która pozwala mu spojrzeć na dramat oczami dziecka.

***

Mabardi zestawia świat wewnętrzny Blanche z lasem – miejscem pierwotnym, onirycznym, dzikim i nieokiełznanym. Pewnego dnia zbiorę wszystkie słowa… jest również historią o prawdziwości natury – tylko w niej nie ma miejsca na udawanie. Czy właśnie dlatego Blanche ciągnie w jej stronę? Niewątpliwie, tak właśnie jest. To w lesie dziewczynka czuje się bezpiecznie. Las nie potrzebuje zbędnych słów, nie wykonuje pustych gestów. Dlatego, w poczuciu bezsilności słów wobec śmierci, Blanche wraca wciąż do natury. Próbuje ją oswoić, ale wie, że z tym nie należy się spieszyć. Zaczyna zdawać sobie z tego sprawę dość wcześnie, ale utwierdza ją w tym zdarzenie, podczas którego Ian potrąca jelonka. Zwierzę wybiegło z lasu wprost pod koła samochodu. Blanche rozumie to na swój sposób, dlatego stara się być ostrożna i nie opuszcza bezpiecznej bazy zbyt szybko, bez przygotowania. Przeczuwa, że to mogłoby doprowadzić do zranienia. Oswaja wewnętrzny las samodzielnie, w końcu dopuszcza do niego również Iana. Kiedy jest już pewna, że może zaufać mężczyźnie, następuje w niej wyczekiwana transformacja.

***

Książka Pewnego dnia zbiorę wszystkie słowa i wejdę do lasu to liryczna opowieść o tym, że, aby przygotować dzieci na temat śmierci, najpierw my musimy się na nią przygotować; najlepiej myśląc o niej i mówiąc. Bardzo przekonująco niesie się ta refleksja w książce Mabardi – opowieści o znaczeniu słów wypowiedzianych i tych wszystkich słowach, które rozbrzmiewają w ciszy.

Dodaj komentarz